|
Na krawędzi, krawędzi balansuje jak śnięty, wysoki, blok i dach napędził strach wewnętrzny, jeden błędny krok to jak samobójczy skok-szok!-coraz bliżej ziemia i brak uderzenia. Nagle ocknąłem się, wokół ciemno lecz dostrzegam, że to mój prywatny kąt, mój dom, moja kwatera. Cały w nerwach chce zasnąć, ale boje się swych snów. Przytomny na pół, słyszę ogromny huk. Chyba tylko cud sprawił że znów jestem gdzie indziej, jeden ruch a tu trup koleszki w windzie. Zrywam się na schody.. Nogi jak z waty, grzęzne jak w galarecie, za mną lecą wariaty. Tacy chcą mnie dopaść, myślę czy nie skoczyć z okna, to jak błędne koła i kolejny raz lecę, prawie poczułem jak plecy wgniatają się w ziemię. Na wygrzewce przecieram oczy. Przebudzenie... Kurwa! Idę, pierdyknę herbe, ciepłe Earl Grey potrzebne i wezmę się w garść, może koszmar ten przejdzie i da spokojnie spać. Póki co kończę wersem, a Ty miałeś tak?!?!
|